niedziela, 14 lutego 2016

Jak przeżyc i nie zwariować.

Sasuke od zawsze wiedział, że jego partner jest  zdrowo stuknięty. Poznał Naruto kiedy miał jakieś sześć lat. Mały blondynek bawił się w piaskownicy i kopał. Sasuke do dziś zachodzi w głowę co tez Uzumaki takiego ciekawego widział w zachowywaniu się jak zwierzak. No ale przecież to był Naruto. Z początku jakoś nie zbyt uśmiechało się brunetowi bawienie z tym małym świrem. Jednak Naruto miał w sobie to coś co zdecydowanie przyciągało Sasuke do tego szaleńca. Tak więc nie zdziwił się prawie w ogóle w momencie, w którym zdał sobie sprawę z tego, że się w nim zakochał. Jak to się stało nie wiedział i w sumie to nawet nie miał zamiaru się tego dowiadywać.

Teraz jednak zachodził w głowę, jak to się w ogóle mogło stać.
Sasuke właśnie wrócił z pracy do mieszkania, muzyka huczała, a Naruto nigdzie nie było. Takie akcje zdarzały się dosyć często z tym, że kurde jeszcze nie pamiętał, żeby Uzumakiemu zdarzyło się nie zamknąć drzwi.
Wszedł do pokoju, który pełnił funkcję salonu. Złapał pilota od telewizora i wyłączył natarczywy hałas. W momencie przekroczenia progu domu był pewien, że nie słyszał nawet własnych myśli. Przypuszczał, że na ten krótki moment zwoje mózgowe wyłączył się kompletnie, co nie było dla niego zachwycające. No bo kurde jak to tak przecież Uchiha, nigdy ale to nigdy się nie rozpraszają. Uchiha nie są Uzumaki.
--  No dobra Itachi się nie liczy. Na pewno jest jakimś pieprzonym podrzutkiem. -- mruknął do siebie brunet.
Poszedł do sypialni, po to żeby zostawić tam teczkę, po czym skierował swój krok do łazienki. Zamknął za sobą drzwi na zamek, żeby czasem nikt nie wlazł i wlał sobie wody do wanny. O tak relaksacyjna kąpiel to było to o czym marzył przez cały dzień. No dobra. Może nie koniecznie o to u chodziło bo nie chciał w tej wannie siedzieć sam, ale przecież płakać nie będzie.

Nie wiedział dokładnie jak długo siedział w wodzie. Książka, która zabrał ze sobą pochłonęła go do tego stopnia, że stracił rachubę czasu, a woda, która już zdąrzyła ostygnąć nie przeszkadzała mu zupełnie. Zebrał swoje zgrabne cztery litery, odłożył lekturę. Sięgnął po duży puchowy ręcznik, który wisiał na grzejniku w, hmmm bliżej nie określonym celu, bo przecież był suchy i zaczął się nim wycierać, jeszcze zanim stanął stopami na miłym łazienkowym dywaniku. Opasał sobie nim biodra. Chwycił z wieszaka mniejszy od tego który miał materiał i ruszył z nim na głowie w stronę drzwi. Już w chwili chwycenia za klamkę słyszał nikłe głosy, krzątania się po kuchni.
-- Wrócił -- prychnął do siebie brunet, kierując się tropem zapachu, zupełnie ignorując skrzeczenie jakie dobiegało z pomieszczenia.
--  No new years's day to celebrate
no chocolate covered candy hearts to give away
no first of spring, no song to sing.

Dotarł do kuchni. Oparł się o futrynę i przyglądał się stojącemu do niego tyłem blondynowi. Znowu zastanawiał się, co takiego sprawiło, że zakochał się w tym głupku, bo na pewno nie był to jego śpiew. Ba Uzumaki ciągle coś mruczał pod nosem. I można było przysiąc, że chłopak nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że najzwyklej nie ma talentu. No ale nic jak to kiedyś Itachi powiedział “ Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.” I Sasuke zawał się w zupełności rozumieć sens tych słów. Jednak żeby nie było, brunet wcale nie śpiewał, nie czuł takiej potrzeby. Wcześniej. Teraz jednak jak spoglądał na swojego partnera wywijającego w tylko sobie znanym rytmie. Zupełnie nie pasującego do śpiewanej przez zeń piosenki, Sasuke miał ochotę przyłączyć się do niego. Sam nie wiedział, czy to dlatego, że blondyn jeszcze go nie zauważył, czy też z bliżej nieznanego mu powodu.
Uśmiechał się, i już miał nawet zamiar ruszyć się gdy Naruto odwrócił się do niego, to stanowczo usadziło go w miejscu. Blondyn przechylił zabawnie głowę, nie przerywając śpiewania.
-- But what it is. Though old so new.
To fill your heart like no three words could ever do.
I just called to say I love you
I just called to say how much I care about you
I just called to say I love you
And I mean it from the bottom of my heart.

Podszedł do niego, patrząc mu prosto w oczy. Uśmiechał się. Sasuke mimowolnie zrobił to samo. Wyciągnął ręce w stronę Uzumakiego, przyciągając go do siebie. Teraz już wiedział dlaczego go kocha. Zawsze wiedział. Pozostało tylko jedno i to właśnie zrobił, pocałował go.

niedziela, 22 listopada 2015

Rok


Tekst powstał pod wpływem pewnego artykułu, który nie ukrywam raczej mnie bardziej rozbawił niż przeraził. A skoro nie był jeszcze taki temat poruszany, a przynajmniej ja się z takowym nie spotkałam, postanowiłam napisać o tym Shota. Tekst jest krótki.
Pairing oczywiście SasuNaru. Za betację dziękuje Kuroneko.
Zapraszam do czytania.

************************************************************

Naruto biegał po mieszkaniu jak opętany. W tę i z powrotem, w tę i z powrotem. Cały czas, trzymając w rękach pluszaka w postaci liska.
Taki stan rzeczy utrzymywał się już od dobrych kilku godzin. Dokładnie rzecz biorąc zaczęło się to wtedy, kiedy Naruto siedział około godziny dwunastej przy komputerze i zawzięcie czegoś szukał.
Sasuke nigdy nie wtrącał się w to, co robi ten młot przy owym urządzeniu. Miał tylko nadzieję, że blondyn niczego nie popsuje i Uchiha będzie mógł spokojnie usiąść przy laptopie, by nareszcie popracować.
Naruto siedział i coś sobie dukał, kiedy nagle Sasuke usłyszał, jak z ust Uzumakiego ulatuje bardzo głośne przekleństwo:
– Kurwa – po tym było równie głośne westchnie, by na samym końcu mógł usłyszeć niezwykle dziwne jęknięcie.
Potem, było już tylko zerwanie się Naruto z miejsca i pognanie po coś do pokoju. Właśnie tę chwilę, Sasuke wykorzystał na to, żeby zająć miejsce przed komputerem.
Po kilku minutach, do salonu ponownie wpadł Naruto i zawzięcie, aż do późnego wieczora, pokonywał trasę: sypialnia – kuchnia, kuchnia – sypialnia.
Sasuke jednak nie bardzo zwracał uwagę na dziwne zachowanie swojego chłopaka.
Naruto takie stany może i nie przytrafiały się często. Jednak kiedy już miały miejsce, to Uchiha nigdy nie dowiadywał się o co chodzi. Stanowczo wolał tego nie wiedzieć. Był święcie przekonany, że jutro młotek będzie tym samym głupkiem jakim był do tej pory, a dziwny stan jaki pokazywał dzisiaj, po prostu odejdzie.
Kiedy skończył pracować, przekonany swoimi myślami, położył się spać, znowu nie zważając na to, że Uzumaki jeszcze się nie położył.

Następnego dnia Sasuke miał bardzo niemiłą pobudkę.
– Sasuke draniu, nie śpij. – wrzasnął prawie płaczliwym tonem Naruto. Sasuke
gwałtownie poderwał się do siadu zderzając się z Uzumakim czołami. Syknął z bólu, by kolejną rzeczą jaką zrobi, było groźne łypnięcie na swojego chłopaka. Naruto siedział na kołdrze zapłakany, wpatrując się smutno w Uchihę, po czym ponownie wybuchnął, przeraźliwym płaczem, wtulając się w bruneta. Dla Sasuke, było już tego wszystkiego za wiele. Wczoraj zaczął swój urlop, planował w końcu się wyspać, spędzić czas z tym młotem, a ten mu robi coś takiego? No cholera by go wzięła. Odetchnął tylko po to, by się choć trochę uspokoić. Odsunął lekko od siebie Naruto i spytał poważnym tonem.
– Młocie coś sobie znowu uroił? Hmm?
– No-no-no, bo dwudziestego ósmego września ma być koniec świata. Widzisz mówiłem, że nie przeżyje do następnych urodzin, mówiłem umrę, armagedon kurde!- Naruto mówił to wszystko tak szybko, że Sasuke, który był jeszcze w sennym otępieniu, zupełnie go nie rozumiał. Przymknął lekko oczy, ponownie nabrał powietrza i powoli je wypuścił.
– Naruto – powiedział spokojnie. – Zupełnie nie rozumiem co do mnie mówisz. Uspokój się. – Uzumaki jęknął przeciągle, wytarł oczy i nos w pidżamę i próbował złapać normalny oddech. Uspokoił się dopiero po jakimś czasie. Jednak łzy dalej niekontrolowane wypływały mu z oczu. Blondyn powtórzył wszystko raz jeszcze, już w miarę spokojnie, po czym westchnął ze zrezygnowaniem.
– No i właśnie o to chodzi. Bo rozumiesz, ja po prostu nie chcę umierać, nie chcę się z tobą rozstawać. – Pociągnął nosem i obserwował reakcję Uchihy na jego słowa. Brunet tylko przygarnął do siebie Naruto, powstrzymując się przy tym, by nie wybuchnąć śmiechem, po czym szepnął blondynowi na ucho.
– W takim razie, wykorzystajmy ten czas jaki nam pozostał, zaczynając od teraz. – Potem już tylko przygryzł płatek jego ucha, a dłonie zabłądziły pod koszulę Naruto.

A koniec świata, którym Uzumaki tak bardzo się przejmował, po prostu nie nadszedł.

niedziela, 7 grudnia 2014

niedopowiedzenia

,- sasuke odchodzę''- to zdanie odbijało się w głowie Uchihy od ponad półtora roku. Nie zatrzymał go w żaden sposób. Nie wiedział dlaczego jego asystent podjął decyzje o zwolnieniu się.
-panie Uchiha, panie Uchiha- nawoływała go już czwarta asystentka jaką miał od czasu jego odejścia. Była nawet ładna. Wysoka, szczupła, różowowłosa Sakura Haruno. Już w zeszłym tygodniu zauważył jej niezdrowe zafascynowanie swoją osobą. Wszedzie wodziła za nim wzrokiem, ale jak na razie nie miał jej czego zarzucić. Kobieta była bardzo kompetentna asystentką, pracowała u niego już cztery i pół miesiąca. Zwykle średnio w tym czasie wymieniał asystentke na nową. Rożne były powody zwolnienia, jednak tej kobiecie nie miał naprawdę nic do zarzucenia prócz obserwowania go.- Panie Uchiha , pan Houzuki do szefa. Mówił ze jest to sprawa bardzo ważna.
-Wpuść go- Suigetsu zawsze przychodząc do Sasuke twierdził ze jest to sprawa nagląca i jak zwykła okazywało się ze to jakaś pierdolą.- ciekaw jestem co znowu temu palantowi przyszło do tego zakutego łba.- myślał brunet na głos.
Prychał na samo wspomnienie ostatniej przyczyny, jego poważnej sprawy. Otóż pan Houzuki wpadł do gabinetu Sasuke dokładnie trzy dni temu o tej samej godzinie i rozprawiał z jaka to ostatnio gorącą laska się spotkał. Była to blondynka z długimi nogami oraz uwaga z penisem między nogami. Co najśmieszniejsze było dla Sasuke sui dowiedział się o tym, przez przypadek kiedy to jakiś mężczyzna niechcący popchnął go na ową „kobietę”. Oh ile brunet dał by żeby zobaczyć minę swojego przyjaciela w tamtym momencie. Czarnooki na to wspomnienie tylko się do siebie uśmiechał kiedy drzwi do jego miejsca pracy otworzyły się z wielkim hukiem.
-Słuchaj stary, nie zgadniesz co mnie wczoraj wieczorem spotkało- Oho zaczyna się. Jak zwykle jakaś pierdoła. Sasuke w odpowiedzi jak zwykle prychnął potwierdzając tylko ze sui ma się sprężać ze swoimi historyjkami- Wyobraź sobie. Stoję ja sobie przed OTOi pale fajke kiedy nagle zza zakrętu wychodzi Uzumaki. Myślałem ze normalnie za dużo wypiłem ale nie to naprawdę był on.- Brunet nie wiedział czy jest zadowolony czy raczej wściekły ze on jego były przyjaciel i asystent w jednym znowu pojawił się w Tokyo. jego rozmyślania przerwał kolejny potok słów białowłosego- …... i sobie wyobraź ze Naruto zajmuje się teraz pilotażem samolotów. Nigdy bym nie podejrzewał ze ktoś taki jak on podejmie się aż takiej odpowiedzialnej pracy.- Sasu nigdy by nie wpadł na to ze przyjaciel postanowił w końcu spełnić swoje marzenia. Odkąd pamięta czyli od dziecka Naruto fascynował się tymi wielkimi niebezpiecznymi maszynami, może właśnie dlatego tak dobrze się sprawdzał w pracy asystenta. Uzumaki zawsze biegał od gabinetu bruneta na sale produkcyjna byle by tylko jak najwięcej dowiedzieć się na temat swojej pasji. Zdawać by się mogło i Uchiha na samym początku upominał Uzumakiego, żeby zajął się należycie swoimi obowiązkami, zamiast głupotami. Brunet mówił to tylko profilaktycznie ponieważ nigdy nie mógł zarzucić przyjacielowi zaniedbywania swojej pracy. Kiedy Sasuke objął po ojcu prezesurę rodzinnej firmy UchiCorpWord w skrócie UCW już wtedy wiedział kto będzie jego asystentem. Przez te dziesięć lat w czasie których pracował razem z Uzumakim zbyt wiele się nie musiał wysilać. Zdecydowana większość jego obowiązków wziął na siebie właśnie Naruto, Sasuke natomiast który nigdy nie pozwalał wykonywać swojej pracy osobom drugim ten fakt nie przeszkadzał. Wiedział ze przyjaciel wkłada w to co robi dużo serca i skupia się w stu procentach na tym co powinien wykonać. UCW było przedsiębiorstwem produkującym statki powietrzne, począwszy od małych szybowców skończywszy na samolotach pasażerskich oraz bojowych, podsumowując Dla Naruto Uzumakiego ta firma była drugim domem. Dlatego kiedy ponad rok temu blondyn oznajmił Saske ze odchodzi ten nie próbował go nawet zatrzymywać w takim był szoku. Młody Prezes nie zdawał sobie wcześniej sprawy z ogromu obowiązków jakie brał na siebie niebieskooki. Samo poszukiwanie odpowiedniej osoby na stanowisko jego asystenta zajęło mu dobry tydzień, pomijając fakt ze poza zmiana asystenta na głowie młodego Uchihy było także wybranie wiceprezesa które stanowisko także wcześniej obejmował przyjaciel. Całe szczęście Naruto na swoim biurku zostawił kartkę z propozycją na to stanowisko i tak oto teraz tutaj obecny Suigetsu Houzuki inaczej zwanym przez Sasuke psem na baby dostal awans na wiceprezesa. Sasuke ubyło troche obowiazkow i mógł się w końcu trochę zrelaksować.
-Sasu, sasu słyszysz mnie?
-Houzuki chcesz cos jeszcze? Nie to zmiataj już zajać się swoimi obowiazkami!- Warknał brunet.
-Ide, ide jak zwykle niemiły. Swoja drogą dziwie się ze Uzumaki wytrzymał z tobą tyle czasu- Już łapał za klamke, ba nawet otworzyl drzwi kiedy jeszcze na chwile rzucił przez ramię- Naruto jutro wylatuje do nowego jorku gdzieś okolo 15- i już go nie było. Natomiast sam prezes wrócił do wczesniej przerwanego mu zajecia czyli projektowania szybowca.
Do konca dnia nie było już zadnych rewelacji, a sam Uchiha wsiadł do windy i udał się na ostatnie pietro budynku firmy gdzie miescilo się jego mieszkanie. Zrobił sobie kolację, do tego wodę z cytryną , usiadł na skórzanej sofie i właczył telewizję. Nie mineło dużo czasu i już spał.
*************
-Młocie co ty tutaj robisz?Przecież Ciebie tutaj nie powinno być!
-Ciiii draniu już wszystko wporzadku- szepnął do ucha Uchihy bladyn, lekko przy tym kasajac go w ucho.-Wróciłem dla ciebie Sasuke. Wybaczysz mi moje odejscie? Tak bardzo mi ciebie brakowało- naruto odwrócił głowe bruneta w swoją stronę po czym delikatnie i niepewnie pocałował. Z gardła uchihy dało się usłyszeć ciche westchnienie. Bladyn popchnął lekko ciemnowłosego na łóżko i zaczał coraz namietniej go calować.
************

Własnie w tym momencie zadzwonił budzik oznajmiając Sasuke ze pora ruszyć swoje cztery litery z łóżka. Brunet podniósł się do siadu lekko oczy wierzchem dłoni i wymamrotał
-Znowu ten sam sen.- Z mało zadowoloną miną zwlókł się z łózka – znowu do tej cholernej roboty- Juz dość długo Uchiha nie czerpał przyjemnosci z piastowania swojego stanowiska, wszystko z powodu odejscia Naruto. Przez ten cały czas kiedy trzymali się razem brunet nie zdawał sobie sprawy z tego jaki ważny dla niego jest Uzumaki. Zawsze przy nim był. kiedy chodzili do podstawówki pożniej w gimnazjum i liceum . na studiach nawet mieszkali razem. Przyjaciel był przy nim kiedy się dowiedział ze jego ojciec Fugaku zginał w katastrofie samolotu, wtedy kiedy Itachi postanowił się wyprowadzić do Kansas, aż wkońcu Zaczął pracować jako wiceprezes i asystent Sasuke w jednym. Wszsytko trwało dokładnie przez dziewietnascie i pół roku bez przerwy. do stycznia zeszłego roku kiedy to Naruto wszedł do gabinetu Sasuke z wymówieniem w reku i słowami „-Sasuke odchodze”. To zdanie spadło na prezesa firmy UCW jak grom z jasnego nieba. Nic wczesniej nie zapowiadało tego ze on odejdzie. Co najważniejsze Sasuke myslał ze młody Uzumaki będzie przy nim już zawsze. Takie mysli nawiedzały Uchihe co rano. Co rano budził się z tamtego snu dokładnie w tym samym momencie, co rano wstając zastanawial się nad tym, jak do tego wszsytkiego doszło i w koncu co rano nie wiedział co się z nim dzieje, ze jeszcze nie zaczął szukać przyjaciela. Wyszedł spod prysznica, poszedł do kuchni zjadł kanapki i poszedł do pracy, a raczej zjechał windą piętro niżej. Przywitał się zdawkowym kiwnieciem glowy z sakurą po czym wszedł do swojego gabinetu.
Sakura jak co dzień przyniosła Sasuke kawe z mlekiem i cukrem oraz gazetę, po czym wychodziła i zajmowała się swoimi obowiazkami. Czasami dzwoniła do niego przez interkom zeby zapytać czy czegoś mu nie potrzeba, albo oznajmiała przybycie jakiegos inwestora, tak było i dzisiaj. Sasuke właśnie przyciskał przycisk na urzadzeniu
-o co chodzi Sakura- bardziej warknał niż powiedział
-panie prezesie przyszedł pan Kakashi, był z panem umówiony. - oznajmiła ciepło po czym czekała na odpowiedz Sasuke. Przez te cztery miesiace nauczyła się ze musi poczekać na odpowiedz szefa, zamiast po prostu odłozyc słuchawke i wprowadzić goscia.
-Dobrze wprowadz właśnie skończyłekm prezgladać dokumenty dla niego.- Haruno odłożyła słuchawke, po czym przyprowadziła Hatake do pomeszczenia w którym przebywał teraz Uchiha. Brunet wstał po czym oboje skinęli sobie na przywitanie głowami. W tym czasie rozowowłosa zdążyła opuścić pomieszczenie zostawiając mężczyzn samych. Sasuke gestem dłoni poprosił by jego gość usiadł na czarnej sofie , a sam postanowił zająć w tym samym kolorze co sofa, fotel naprzeciwko.
-Właśnie skończyłem przeglądać dokumenty dla ciebie.- powiedział po czym połozył owe papiery na szklanym stoliku. Hatake tylko skinął głową ze rozumie po czym spytał
-Zmieniłeś asystenta? Ile on u ciebie pracował dziesięć lat?
-to nie ja go zwolniłem tylko sam to zrobił – odpowiedział warcząc przy tym
-Spokojnie, spokojnie nie musisz się tak denerwować. Swoja drogą coś musiałeś mu zrobić ze się zwolnił.
-Kakashi- syknął młodszy z mężczyzn- Ostrzegam cie nie podejmuj tego tematu! - dodał już nieco spokojniej
-Okej okej, już nie będę drążył go. Dobrze wiesz ze zawsze możesz się do mnie zwrócić w razie potrzeby. W takim układzie będę się zbierał. Do zobaczenia . - Sasuke wstał uścisnął na pożegnanie dłoń siwowłosego , po czym wrócił do biurka. Odwrócił się w fotelu w stronę okna, które rozciągało się na całą długość i szerokość ściany po czym zaczął spoglądać na uwijających się jak w ukropie ludzi. Nie wiedział ile czasu tak spędził, kiedy nagle podczas przechodniów dostrzegł blond włosy. Osoba stała na środku chodnika i spoglądała w górę. Sasuke miał wrażenie jak by ta osoba patrzała właśnie na niego. Z tej wysokości nie był w stanie zauwazyć dokładnie jak wygladała owa osoba. Wiedział tylko ze to mezczyzna o dłuzszych blad włosach i jasnej przydługiej bródce. Sasuke wyobraził sobie naruto z taką samą brodą, zastanawiaja się co u niego słychać i co by bladyn zrobił kiedy on wyznał by mu swoje uczucia. Te rozmyslania przerwała mu Sakura.
-Panie Uchiha przed chwilą był tutaj pewien mężczyzna i zostawił to dla pana.
Pakunek był niestarannie obwinięty papierem, kokardka była krzywo zawiązana. Sakura po położeniu owej rzeczy odwróciła się i wyszła, a Sasuke zastanawiał się czy rozpakować to coś. Rozmyślał kto mógł zostawić mu jaki kol wiek prezent. Na pewno nie była to matka, ona już od dawna nie zwracała na młodszego syna uwagi, dziesięć lat temu wyprowadziła się do Itachiego do Kansas i od tej pory nie odzywała się nawet na święta czy nowy rok. Wcześniej mu to nie przeszkadzało bo był przy nim Naruto. Chłopak zawsze wiedział co czuje brunet, na święta zapraszał go do swojego rodzinnego domu. Kushina i Minato zawsze przyjmowali go z otwartymi ramionami, czasami traktowali go nawet jak drugiego syna. W końcu przerwał te myśli i postanowił rozpakować pakunek.
-Może jak otworze dowiem się więcej na temat tego kto to zostawił.- pomyślał i zabrał się za ową rzecz. Pomału odwiązał wstążkę i zdjął ją sprawnym ruchem jednej reki, po czym takim samym tempem pozbywał się papieru okalającego skrzynkę. Opakowanie było dość nietypowe, ponieważ przypominało cześć samolotu tzw. czarną skrzynkę. Sasuke zdumiało to nie typowe opakowanie. Podniósł do góry owa skrzynkę, okazało się ze jest dosyć ciężka. Tak teraz nie miał już wątpliwości była to najprawdziwsza część pochodząca od samolotu. Teraz zostało mu tylko rozgryźć jak to otworzyć. Nagle przypomniało mu się jak Naruto którejś zimy siedząc z nim w gabinecie wesoło trajkotał właśnie o owej części. Przycisnął prawy bok skrzynki i udało mu się, poszło. Otworzyła się, a raczej rozłożyła co zdziwiło Uchihe bo nie powinna byla tak zrobić. Widać pudełko było starannie przemyślane , po czym wykonane z wyjątkową precyzją, aby dużo nie musiano się męczyć ze zbadaniem jej zawartości. W tej właśnie chwili rzucił się brunetowi niezwykły model. Był to model niezwykłego szybowca jak mniemał. Model dosyć sporych rozmiarów, co najbardziej zdumiało mężczyznę. wyglądał on jak prototyp który w momencie naciśnięcia boku skrzynki po prostu rozłożył się i był większy od samego opakowania. Kolor miał biały, kadłub pokrywało prawdziwe szkło. Na boku tej rzeczy był napis „Kurama” i nagle wszystko stało się jasne, już wiedział kto to zostawił. Co do tej informacji nie miał żadnych wątpliwości. Nie potrzebował zbędnych podpowiedzi w postaci karteczki z danymi ofiarodawcy. Dla pewności tylko postanowił zawołać samą różowowłosą.
-Sakura czy mogła byś na chwile do mnie przyjść to coś ważnego- powiedział radosnym tonem
-Oczywiście już idę- odpowiedziała dziewczyna. Zastanawiała się co wprawiło w taki dobry nastrój jej szefa, bo przecież odkąd go zna on zawsze tylko burczał, furczał lub warczał. Odgłosami przypominając jej psa.- O co chodzi szefie? - spytała zanim jeszcze zdążyła dostrzec domniemany prezent.
-Powiedz mi jak wyglądał ten mężczyzna który to przyniósł- i właśnie w tym momencie Sakura zaniemówiła z wrażenia. Prototyp był taki piękny ze nie mogła wydobyć z siebie żadnego słowa. Nigdy nie interesowały jej tego typu maszyny, nawet w czasie pracy w UCW. Natomiast to coś naprawdę odjęło jej zdolność wymowy. Szybko jednak ocknęła się i postarała z siebie wydusić odpowiedz.
-Wysoki, dobrze zbudowany blondyn z przydługim zarostem i w pomarańczowo-czarnym przykrótkim dresie. Mówił, że pana zna i ze wolał by nie przeszkadzać panu w czasie pracy. W pierwszym momencie byłam zaskoczona jak on zdołał się dostać do budynku naszej firmy, ale okazało się ze wszyscy go tutaj znają. Jak wychodził zatrzymał się na chwile w drzwiach koło portierni i rozmawiał z Kibą naszym portierem. Po około dziesięciu minutach po prostu wyszedł.
-Przedstawił ci się ?- spytał chociaż i tak już wiedział ze to on.
-Powiedział ze nie ma potrzeby bym zawracała sobie głowę jego personaliami- odpowiedziała niepewnie dziewczyna po czym dodała- stwierdził ze i tak pan będzie wiedział kto to zostawił, a przynajmniej miał taka nadzieje.
-Dobrze dziękuje ci Sakura możesz iść już. Z reszta dzisiaj wydaje mi się raczej nie będziesz już potrzebna. - dziewczyna skinęła tylko lekko głowa po czym wyszła z gabinetu.
Sasuke natomiast siedział do późna wpatrując się w prezent, który otrzymał od Naruto. Nie wiedział gdzie go postawi, nie wiedział tez jak się z nim zabierze do swojego mieszkania, wiedział tylko ze będzie stal gdzieś w honorowym miejscu gdzie będzie mógł mieć go w zasięgu wzroku. Tego wieczora nie był już przygnębiony tylko niesamowicie szczęśliwy, co od dłuższego czasu mu się nie zdarzało. Zanim wyszedł jeszcze z gabinetu popatrzał na panoramę miasta za oknem widząc wiecznie żywe ulice Tokio. Zabrał ze sobą prezent i poszedł na górę. Ledwo wszedł do salonu, a jego telefon zaczął dzwonić. Uchiha spoglądając na wyświetlacz nie wiedział kto dzwoni, jednak tchnięty jakimś nieznanym mu dotąd przeczuciem postanowił po prostu odebrać.
-Sasuke Uchiha przy telefonie z kim mam przyjemność?- rzucił przez słuchawkę aparatu do jego ucha przez kilka sekund nie doszła żadna odpowiedz, już miał zamiar się rozłączyć kiedy w końcu usłyszał czyichś głos
-Dzień …. dobry , a raczej hm dobry wieczór he he Sasuke.- dobiegła go nerwowa odpowiedz po drugiej stronie słuchawki
-Dzień dobry z kim mam przyjemność?- brunet dalej nie wiedział kto dzwoni do niego o tej porze. Wiedział tylko ze słyszy głos jakiejś kobiety, jednak nie bardzo mógł go przypisać do żadnej która znał. Słychać było ze kobieta nie była pewna czy dobrze zrobiła dzwoniąc do niego.
-Sasuke to ja Kushina mama Naruto.- chłopak zamarł na chwile, po czym zastanowił się po co kobieta mogła do niego dzwonić, przecież na pewno dobrze wie ze nie ma on kontaktu z jej synem.
-Dobry wieczór pani czy coś się stało ze dzwoni pani do mnie o tej porze?
-Chciałam się tylko dowiedzieć jak się czujesz i czy mój syn w końcu cie odwiedził?- usłyszał zatroskany głos.
-Jak na razie w jak najlepszym porządku, dziękuje za pani troskę.- odpowiedział ciepło po czym dodał już nieco chłodniej- Co do Naruto niestety nie widziałem się z nim. Co prawda podobno był w budynku firmy, ale nie uraczył mnie swoją obecnością. - Kushina słysząc słowa Sasuke tylko dziwnie westchnęła i przez dłuższa chwile milczała zastanawiając się co może powiedzieć chłopakowi po drugiej stronie odbiornika. W końcu zebrała się w sobie i oznajmiła.
-nie miej mu tego za złe. Niestety nie znam przyczyny nie pojawienia się mojego durnowatego syna, ale wiem ze jak tylko wpadnie w moje ręce to tak przetrzepie mu to jego stare dupsko,ze jego rodzony ojciec go nie pozna i Naruto sam się domyśli o co chodzi. - odetchnęła z dobrze słyszalną ulgą po czym dodała już nieco lżej.- dobrze wiesz ze zawsze jesteś w moim i Minato domu mile widziany , zawsze traktowaliśmy cie jak syna i martwimy się zarówno o ciebie jak i o tego małego tchórza, który jest moim synem- po tym zdaniu roześmiała się, a w tle dało się słychać zdenerwowany chichot Minato. Sasuke już sobie wyobrażał jak kobieta zaczyna się wydzierać, jednocześnie doprowadzajac do pionu, a zarazem i furii jego przyjaciela. Nie obchodziło go to w sumie, przecież sam sobie na to zasłużył. Kushina jeszcze tylko pożegnała się z Uchihą dodając
-tylko dbaj o siebie chłopcze- i już jej nie było słychać. w czasie tych dwudziestu lat , kiedy to brunet trzymał się z blondynem nie był w stanie sobie przypomnieć sytuacji w której jego przyjaciel rozmawiając ze swoja rodzicielką nie był by umoralniany. Z takimi myślami poszedł pod prysznic, następnie zjadł kolacje i poszedł do łóżka spać.


Od tego czasu minęło już kilka dni, a Sasuke coraz bardziej zaczynał skupiać się na obowiązkach prezesa. W tym tygodniu miał dokładnie cztery spotkania biznesowa poza Stolicą Japonii. Ciągle omawianie ewentualnych zamienników do danej części samolotu. Za każdym razem przynosił coś nowego do domu, a to jakiś projekt który chciał jeszcze raz przeanalizować, a to jakaś część która bardzo mu się podobała ale oczywiście się do tego nie przyznał tylko wziął pod byle jakim pretekstem. Najciężej nie było Sasuke wcale na tych spotkaniach. One zazwyczaj odbywały się w luźnej atmosferze, gdzie nie musiał zbyt długo i dużo mówić. Po prostu najczęściej słuchał każdego i wyłapywał te najważniejsze informacje, którymi go raczyli. Wtedy miał wokół siebie ludzi nie był sam. W firmie Uchiha siedział w swoim gabinecie zakopany pośród papierów, niektóre były mniej inne bardziej ważne, jednak zdawał sobie sprawę, ze ktoś to musi zrobić. Nie mógł przecież już liczyć na Naruto. Niby minęło półtora roku a on nadal nie mógł się przyzwyczaić do tego ze już nie zobaczy tych włosów które do pomieszczenia wnosiły więcej światła, niż to wielkie okno które miał w swoim gabinecie. Uśmiech Naruto zawsze docierał do serca człowieka. Przyjaciel zawsze był uśmiechnięty. Zarażał wręcz optymizmem. Sasuke będąc w towarzystwie blondyna dużo się śmiał. Oczywiście tylko wtedy kiedy nikt inny tego nie widział no bo to przecież było nie do pomyślenia.

Wreszcie skończył się tydzień ciagłych spotkań, który nie przyniósł dla Sasuke jako prezesa nic nowego. Jak co dzień wstał z łóżka, zjadł sniadanie i zszedł do pracy. Nie wiedział, ze przez miniony tydzień Naruto codziennie stał w tym samym miejscu przed UCW wpatrując się w okno Gabinety Uchiha, z reszta tak było i tego dnia. Sasuke usiadł tradycyjnie przy biurku, Sakura przyniosła mu kawę, a następnie zaczęli omawiać harmonogram dnia.

-Panie Sasuke o godzinie ósmej trzydzieści ma pan telekonferencje z panem Sarutobim Asumą. Bedzie ona dotyczyła nowych podzespołów do kadłuba szybowców. Nastepnie o godzinie dziesiatej ma przyjsc pan Houzuki i zdać raport dotyczacy tych spotkań z minionego tygodnia na których niestety nie mógł pan osobiscie uczestniczyć.... Po spotkaniu z panem Houzukim do godziny pietnastej nie ma zadnych zapowiedzianych spotkań, chyba że coś nagłego wyskoczy, wtedy natychmiast pana poinformuję o tym. O pietnastej przyjdzie pan Kakashi, a o szesnastej ma pan spotkanie z panem Shiusuiem, dyrektorem finansowym, zda on tygodniowy raport. Dziesięć minut przed kazdym spotkaniem przyjde jeszcze poinformować szefa, a następnie wprowadzę goscia i zostanę spisać najważniejsze dla pana rzeczy. Przygotuje materiały na jutrzejszą konferencje i na dzisiajsze spotkanie.- Po tym długim i męczacym monologu Sakura skłoniła się a następnie wyszła.
Przezył jakoś te konferencje, potem spotkanie z Houzukim, a Kakashi jak zwykle zreszta odwołał w ostatniaj chwili spotkanie. Po tej wiadomosci Sasuke znowu zwrócił się w stronę ruchliwej ulicy. Nie wiedział ile tak siedział w kazdym bądź razie stanowczo zbyt długo musiało to trwać, a skoro miał jeszcze pół godziny do spotkania z kuzynem, więc postanowił się przejsc.



Naruto kolejny dzień z rzędu stał pod UCW, patrzac w stronę okna gabinetu Sasuke. Zastanawiał się dlaczego jeszcze nie zdobył się na odwagę by spotkac się z przyjacielem, z reszta dla blondyna Uchiha już od bardzo dawna był kimś więcej niż tylko przyjacielem. Uzumaki kochał bruneta. Serce na jego widok zawsze chciało Naruto wyskoczyć z piersi. Kazdy dotyk bruneta działał na blondyna porażajaco. Kiedy w końcu dotarło do Uzumakiego to ze zakochał się we własnym przyjacielu, nie potrafił dłuzej zniesć tych ich kłótni. Dokładnie po jednej z nich Naruto postanowił się zwolnić. Wiedział ze będzie to dla bruneta nie lada szok. Szczerze mówiąc blondyn myslal ze Uchiha nie zgodzi się na jego odejście, miał nadzieję ze Sasukebedzie probował go zatrzymać. Niestety przeliczył się. Pracy długo szukać w sumie nie musiał, a własciwie to wcale tego nie robił. Potajemnie jakieś cztery lata temu skończył ksztalcić się pilotażu. W czasie między spotkaniami odbywał praktykę. Kiedy sasuke latał prywatnym samolotem na konferencje Naruto jako ze towarzyszył mu, mógł sobie wpadać do kabiny pilota i pomagał wtedy jako drugi pilot. Duzo się w tym czasie nauczył. Oferte pracy otrzymał w dwie godziny po opuszczeniu UchihaCorpWorld od swojego dziadka Jirayi, który postanowił w końcu odejść na emeryturę. Niestety pół roku po tym dziadek Naruto zmarł. Matka blondyna wypominala Naruto przez kilka dni, ze nie poinformował o tym Sasuke. Chodziła cały czas zła, wrecz rzucała w niego gromy. Naruto wiedzial, ze matka ma niestety rację i niestety był swiadomy wiedzy Kushiny która dotyczyła uczuć Naruto do bruneta. Nie popierała jego działań. Niebieskooki nie był już w stanie zliczyć na palcach rąk ile razy robiła mu o to wyrzuty. Zreszta jego samego i bez tego tez je meczyły. Naprawde nie potrzebował w tym wypadku pomocy matki. Często rezydował w domu.
Ostatnia rozmowa z ojcem pomogła Naruto do tego stopnia, ze odwazył się stanać przed byłym miejscem pracy. Niestety zabrakło tej odwagi do tego aby stanać przed swoja miłoscia. Od półtora tygodnia wpatrywał się przez około pół dnia w gabinet Sasu, próbowal zmusić się do odwiedzenia go, jednak bał się ze ten nie będzie chciał go widzieć.



Sasu właśnie wracał ze swojego spaceru. Postanowił obrac inna niż do tej pory drogę. Obecna trasa przechodziła właśnie pod oknem jego gabinetu. Nagle do jego oczu dotarł obraz mezczyzny, który stał na środku chodnika uparcie się w coś wpatrujac, nie zwracając uwagi na przechodzących ludzi. Młody Uchiha przyjzał się tej osobie z bliska. Czuł ze skadś zna tego meżczyznę. Ujżał wysoką, dobrze zbudowaną postać o przydługich blond włosach i takiego samego koloru pieciocentymetrowy zarost i zamarł. Wiedział kto to jest. Oddech bruneta przyspieszył wraz z biciem jego serca. Niewiele mysląc podszedł do mezczyzny jeszcze blizej i zlapał go za ramię z trudem przy tym wypowiadajac słowa
-Na.....ru.....to?- blondyn odwrócił się ostroznie. Na jego twarzy widać było zaskoczenie, a oczy w momencie ujzenia ukochanego niebezpiecznie się powiekszyły. Uzumaki, kretynie rusz ze się. Powiedz coś.
-He he Sasu he he- i podrapał się po karku. Uchiha wiedział co ten gest u przyjaciela znaczył. Nie jednokrotnie się przecież blondyn tak zachowywał kiedy był zakłopotany.
-To naprawdę ty. Myślałem, że miałeś być w Nowym Jorku!.- syknął nerwowo. - Dlaczego tutaj stoisz?
-Sasu bo …... widzisz Sasu bo ja....
-No co młocie?- warknąl już zdenerwowany – Moze raczysz cos konkretnego z siebie wydusić co?- Odpowiedziała mu jedynie cisza- No odpowiedź do cholery- wykrzyknął, jednak zaraz się uspokoił i dodał spokojniej – Powiedź coś konkretnego.
-Ja …...... ja muszę już iść- wybelkotał po czym odwrocił się z zamiarem odejscia, jednak nie mógl się ruszyć, ponieważ Sasuke złapał go za rekę i powiedział.
-O nie Uzumaki nigdzie nie pójdziesz- powiedzial znowy wzburzonym tonem – Nigdzie nie pójdziesz dopóki mi wszystkiego nie wyjaśnisz!- dodał
Nruto tylko kiwnał głowa, na znak że wyjaśni i pozwolił się Uchiha poprowadzić w miejsce gdzie bedą mogli spokojnie porozmawiać. Uchiha ciagnął go za rękę w stronę prywatnej windy. Spojżał na zegarek i przeklnął mamroczac pod nosem ze jest spóźniony, po czym wyjał wolną reką telefon z kieszeni wstukał numar do biura
-Sakura odwołajmoje dzisiejsze spotkania, zresztą w ogóle mnie już dzisiaj nie będzie.- sasuke na chwile zamilkł po czym powiedzial- Nie ważne, wymyśl coś- bez slowa się rozłączy, wsunął telefon z powrotem do kieszenii wszedł do swojego mieszkania. - chcesz coś do picia?
-Nie, nie wydaje mi się, abym długo u Ciebie był. Sasuke- przełknął nerwowo slinę
-no powiedz mi dlaczego tak po prostu się zwolniłes i …... i cholera jasna nie odzywałes się przez tyle czasu, dlaczego?- znowu wykrzyknął Sasuke po czym dodał jeszcze głośniej- słucham młocie?- Naruto na slowa ukochanego zdenerwował się. Przypomniały mu się ich wczesniejsze kłótnie, z tym ze ta zmierzała wkońcu do sedna sprawy. W końcu Naruto w przypływie całej tej złosci postanowił wykrzyczeć wszsyto Sasuke
-bo się w tobie zakochalem debilu!!- sasuke nie mógł z siebie wydusic słowa. Wiedzial ze Naruto nie zartuje. Nigdy nie zartował by w tej kwestii. Szok jaki przezywal w tej chwili odmalowal się również na jego twarzy, a Naruto powiedział spokojniej- Tak Kocham cię baranie, dlatego odszedłem.- po tych słowach odwrócił się na piecie i wyszedł z mieszkania Sasuke.





witam wszystkich

witam wszystkich na moim blogu, który bedzie poswiecony w całosci sasu-naru. zapraszam do czytania